Pieniądze szczęścia nie dają
Panuje powszechne przekonanie, że pieniądz równa się szczęście. Jednak jest też powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, nieobce wielu ludziom, którzy wygrali duże pieniądze czy to w Lotto, w zakładach bukmacherskich czy też w innych grach hazardowych. Wygrana nie zawsze oznacza, ze ktoś będzie bogaty i raz na zawsze pozbędzie się problemów. Rzeczywistość w wielu przypadkach jest inna. Nie wszyscy są dzięki wygranym pieniądzom bogaci i szczęśliwi, a niewielu zwycięzców cieszy się pieniędzmi z wygranej, dożywając starości. Wielu z nich z tego bogactwa popada w depresję i nie może się odnaleźć w życiu. W końcu trwoni całą wygraną, staje się celem napadów, kradzieży, porwań i napaści. Nie znaczy to jednak że nie warto grać. Owszem warto, ale rozsądnie, bo rzeczywiście większości ludziom wygrane pieniądze pomagają w życiu.
Wiele osób nacięło się już na propozycje oszustów, którzy za różnymi odpłatnościami obiecywali udostępnienie pewnych sześciu liczb w którymś z losowań. Ludzie płacili po kilkaset złotych za „pewniaki”, które podczas losowania okazywały się nimi nie być. Nie ma się co oszukiwać – pewniaków w Lotto nie ma. Nikt nie potrafi wytypować prawidłowych liczb. Może się to zdarzyć tylko przypadkiem. I jeśli nawet uda się komuś opracować jakiś program, który przez kilka losowań dawał prawidłowe wyniki, to nie oznacza to, że będzie to trwało wiecznie. Więc na pewno nie warto ryzykować pieniędzy, a przede wszystkim płacić komuś za „pewne” liczby, które raczej na pewno pewniakami nie będą. I może to nawet nie być wina osoby, która sporządziła cudowny program i była przekonana, że będzie działał, tylko na przykład zmienionych pewnych stałych, niezależnych od autora programu parametrów.
Wielu ludzi myśli, że jeśli grają regularnie od kilku lat w Lotto, to w końcu szczęście musi się do nich uśmiechnąć. Wierzą, że w końcu stanie się cud, opatrzność dopomoże i uda im się jakoś wygrać upragnioną nagrodę pierwszego stopnia, czyli najlepiej skumulowane miliony. To jednak mit, bo Lotto to w zasadzie nie kwestia cudu i opatrzność też niewiele ma tu do powiedzenia. Dlatego tak wiele takich osób umiera nie doczekawszy się wygranej. Grami liczbowymi rządzi matematyka, a szansa na wygraną wynosi jeden na kilkanaście milionów. I nawet jeśli gralibyśmy trzy razy w tygodniu i przynosilibyśmy do kolektury po kilkaset kuponów, to moglibyśmy wygrać dopiero za blisko tysiąc lat. Tak skonstruowana jest ta gra, żeby tylko nieliczni wygrywali i żeby matematyczni geniusze nie wyeliminowali innych z gry.
Pracownicy kolektury wiedzą wszystko o swoich klientach. Przeważnie pani Teresa, z kolektury w podwarszawskiej miejscowości, która pracuje tam od ponad dwudziestu lat. Codziennie przyjmuje kupony Lotto. Wie, kto dużo zarabia, bo jeśli ktoś przynosi plik wypełnionych kuponów lub gra systemem i płaci kilkaset złotych, a ponadto robi to kilka razy tygodniowo, to biedny nie jest. Inaczej z tymi, którzy zakreślają regularnie, kilkakrotnie w tygodniu, ale tylko po jednym zakładzie. Tacy to raczej dużych dochodów nie mają. Jest jeszcze inny typ klienta, który mimochodem, przechodząc często obok kolektury, wchodzi gdy widzi wywieszkę o kumulacji. Tacy ludzie z zastanowieniem zakreślają liczby, wybierając przeważnie magiczne zestawienie z datą urodzin swoich, dziecka lub ukochanego. Chcą po prostu czasem dać sobie szansę na wygraną.